Jestem na Facebooku

XXV Bieg Konstytucji czyli jak poniosła mnie fantazja

Ubiegłoroczny Bieg Powstania Warszawskiego był moim debiutem w biegach ulicznych (relacja tu). Od tego momentu starałem się skompletować wszystkie 3 medale z biegów wchodzących w skład tzw. Triady Biegowej - Zabiegaj o Pamięć. Po Biegu Powstania Warszawskiego był jeszcze Bieg Niepodległości, a całość dopełniał dzisiejszy XXV Bieg Konstytucji 3 Maja.

Pogoda pięknie dopisała i z wielką przyjemnością jechałem na stadion Legii, gdzie tym razem mieściło się biuro zawodów i depozyty. W międzyczasie spotkałem się jeszcze z bratem Marcinem i Kicławem. Rozstaliśmy się już przy strefach startowych, trzeba znać swoje miejsce w szeregu. Udałem się więc w okolice żółtej strefy, oznaczającej tempo na 25 minut i więcej. Tam spotkałem część Rembertów Team. 

Spotkanie przed biegiem. Fot. Tomasz Kłosek
Chwilę pośmialiśmy się, pożartowaliśmy i trzeba było się ustawiać do biegu. Tak się złożyło, że znaleźliśmy się zaraz na początku strefy 25min+. Dalsze przepychanie się do tyłu nie miało sensu. Odśpiewaliśmy Mazurka Dąbrowskiego i pierwsi zawodnicy ruszyli na trasę, za chwilę kolejna strefa, a potem już przyszła pora i na nas. Po wystrzałach oznaczających start praktycznie od razu zostałem sam z Karoliną. Z początku ruszyliśmy w miarę wolno, jednak już po chwili daliśmy się ponieść tempem biegnących obok uczestników.

I to był kurwa błąd. 

500 metrów, zasuwamy. 1 km, nic nie gadamy tylko zasuwamy. Jakoś po 1 kilometrze Karolina wydusiła, że zapierdzielamy strasznie. Nie mogłem złapać oddechu żeby odpowiedzieć. Po 1,5 km nogi się pode mną ugięły, gdy minął nas balonik na 27:50... WTF?!! Co jest grane?! Przecież byłbym happy gdybym pobiegł w granicach 35 minut a ja lecę jak wściekły na 28 min? Zacząłem przeczuwać kłopoty... Karolinę puściłem już przodem, a sam zwolniłem tempo i starałem się wymyśleć co dalej? Lecieć dalej w tym tempie? Grozi że za jakiś 1 km zejdę z trasy. Mimo, że zwolniłem dość znacznie, wciąż nie mogłem uspokoić oddechu. Gorąco się zrobiło nagle od słońca, ja już nieźle wypompowany, a tu przede mną właśnie się zaczynał podbieg pod Agrykolę. Pierwszy raz wbiegałem pod tą owianą złą sławą w całej Warszawie górę. To tutaj przecież trenujący biegacze dostają największy wycisk. Też dostałem. 

zasuwamy z Karoliną na 27:50 Fot. Tomasz Kłosek
Ledwo wszedłem na tą górę. Po tym szaleńczym tempie na początku biegu, podbieg pod Agrykolę odebrał mi resztki sił jakie mi jeszcze zostały. I chociaż potem już było z górki, a ostatnie metry to nawet z naprawdę niezłej górki, to już wiedziałem że będzie katastrofa. W samej końcówce wygrzebałem jeszcze z siebie jakieś rezerwy, ale nie mogło być inaczej gdy tylu kibicujących znajomych stało przed metą. Zwłaszcza widok kibicującej Oli z Pora na Majora dodał mi skrzydeł niczym puszka Red Bulla :) Cieszyłem się na mecie z medalu, którego brakowało mi by skompletować wszystkie biegi Triady Biegowej, i czekałem na SMS-a z wynikiem. Wiedziałem że dobry nie będzie, ale gdy wreszcie przyszedł.... 39:44 to mój najgorszy wynik na 5 km ever. Był czas, ze już pobiegłem 5km w 34 minuty, gdybym dotarł na metę w okolicach 36 min też byłoby ok, ale prawie 40 min?! Najgorzej.

Smuteczek. Ale nic to. Tutaj przynajmniej wiem dlaczego tak się stało, po prostu ułańska szarża z początku biegu musiała tyle kosztować. Do tego ten podbieg. Trudno. Mam wszystkie 3 medale Triady, znów spotkałem się z fantastycznymi ludźmi z Rembertów Team, świeci słońce, więc i tak jest zajebiście!! :)

z godnościom osobistom :) Fot. Tomasz Kłosek
grunt to nie dać po sobie poznać zmęczenia :) Fot. Tomasz Kłosek


piękny jest!! :)

XXV Bieg Konstytucji czyli jak poniosła mnie fantazja XXV Bieg Konstytucji czyli jak poniosła mnie fantazja Reviewed by Grzegorz Dulnik on 5/03/2015 Rating: 5

4 komentarze:

  1. I Ciebie tez w końcu dopadła adrenalina! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. I Ciebie tez w końcu dopadła adrenalina! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hehehe ,jak doszłam do części "i to był kurwa błąd" ryknęłam śmiechem ;-) Ja staram się zawsze ruszyć wolno, swoim tempem, ale wiadomo czasami (i nie mówię tu raz czy dwa czasami;-P bo czasami już zdarzało się więcej) biegowa fala głupoty człowieka poniesie ;-) Nie jesteś odosobnionym przypadkiem ;-) Grunt że przebiegnięte, medal zgarnięty, a uśmiech na facjacie jest ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Postaram się częściej Ci kibicować w takim razie ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za komentarz! :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.