Jestem na Facebooku

Metamorfoza z McFITem

McFIT
Rozpoczynam w klubie McFIT pracę nad moją metarmofozą. Mam nadzieję, że efekty przyjdą szybko bo jest i zapał do ciężkiej pracy i naprawdę świetne warunki do niej.

 
Dziś ponownie pojawiłem się w klubie, ale już nie w roli zwiedzającego, zapoznającego się z przyrządami czy też panującą tam atmosferą. Dziś rozpocząłem ciężką pracę nad tym, by zgubić 30 kg nadwagi. Zacząłem od maszyny, którą lubię chyba najbardziej. Rowerek. Siadam, reguluję opór, zakładam słuchawki na uszy i jadę. Co jakiś czas zmieniam opór jaki stawia maszyna, symulując jazdę pod górę. Mogę tak długo, mimo że lekko nie jest i pot leje się strumieniami. Dziś pokonałem dystans jedynie 10 km w 23 minuty, bo w planach miałem więcej maszyn, a przede wszystkim Spinning.

Skierowałem się więc do sali, w której Cyber Trening przeprowadzała Cyber Natalia o aksamitnym cybergłosie. Rowery do spinningu były prawdziwe, mój pot i łzy również. Podszedłem do tematu z rozsądkiem i wybrałem mile brzmiąco zajęcia " Siłowy - podstawy". Pomyślałem sobie, że co by to nie było, to podstawy nie mogą być szczególnie trudne i na pewno dam radę. Przez szybę obserwowałem uczestników wcześniejszych zajęć jak z uśmiechem na ustach kręcili pedałami, więc myślę sobie - łatwizna. Program miał trwać 25 minut czyli niedługo. Dam radę.
Cyber Natalia przez następnych 25 minut stała się moim koszmarem. Gdy zacząłem zalewać się potem, usłyszałem że kończymy rozgrzewkę. Z uśmiechem na ustach co kilkadziesiąt sekund Natalia kazała zwiększać opór czyli wjeżdżać na coraz większą górę. Kiwała przy tym zachęcajo głową i mrugała oczkami pokazując, że akurat jej przychodzi to bez trudu. Całe szczęście na moje zajęcia nie znalazło się wielu chętnych i w sali byłem jedynie ja, rowery i Cyber Natalia, mogłem więc mruczeć pod nosem co sądzę o ciągłym wjeżdżaniu pod górę oraz marudzić że przecież to miały być podstawy. Szczerze, po 12 minutach  miałem już kompletnie dosyć, uda paliły mnie niemiłosiernie oraz dowiedziałem się że jazda na stojąco to nie jest takie hop siup. Tak więc pozostałą część treningu spędziłem kręcąc z górki. A Natalia pod górę.

Wiem już, że spinning to nie będzie to, co tygryski będą lubić najbardziej. Przynajmniej na razie. Co jakiś czas będę jednak zaglądał do Cyber Natali, bo przecież praca na siłowni nie polega na tym, że robimy to co sprawia nam przyjemnoś, ale to co przynosi efekty.
Wychodząc od Natki na drżących nogach musiałem gdzieś odpocząć. Akurat przysiadłem na maszynie, gdzie pracuje się rękami. Wstyd się przyznać, ręce mam przeraźliwie słabe.... O ile nogami mogę jeszcze w miarę kręcić, to rękami wiele się nie napracowałem. Ciężar 35 kg, 2 serie po 5 powtórzeń i teraz oprócz drżących nóg mam też drżące ręce. 
Taki cały roztrzęsiony udałem się powiosłować. Tu mi się podobało! Nie wiem co prawda jaki dystans przebyłem oraz ile kalorii spaliłem, bo ktoś przede mną na wyświetlaczu ustawił chiński język a chiński to ja akurat znam słabo. Pozostałe Ergometry były zajęte więc sobie wiosłowałem po chińsku. Rewelacja! To będzie moja druga ulubiona maszyna w całym McFicie :) Po kilkunastu minutach przeszedłem na Orbitreka. Tu zakończyłem, bo właśnie mijała 3 godzina mojej zabawy i pojawił się strach, że w poniedziałek rano może być ciężko wstać z łóżka.
A na koniec miła niespodzianka. Pojawiają się pierwsze efekty. Na razie dość nieśmiałe, ale są :)


Miały być podstawy....

nie polubimy się :)
Metamorfoza z McFITem Metamorfoza z McFITem Reviewed by Grzegorz Dulnik on 2/15/2015 Rating: 5
Obsługiwane przez usługę Blogger.