Jestem na Facebooku

Czterdziestoletni prawiczek. W fitness klubie



To był mój pierwszy raz. Pierwszy raz w fitness klubie. Wcześniej jakoś się nie składało. Tzn; jak byłem młody czyli jakieś 25 lat temu, byłem na siłowni, ale tam po za jednym zniszczonym atlasem, kilkoma ciężarkami i kilkoma spoconymi facetami nic więcej nie było. Bywalcy tego przybytku na przemian machali sztangami i wcinali wiadro ryżu z gotowanym kurczakiem, ewentualnie z mlekiem. Potem znów machali sztangami i wcinali wiaderko jakiegoś specyfiku. I znów sztangi. Tak w kółko.


Po dwóch, może trzech pobytach na tej siłowni stwierdziłem, że to raczej nie dla mnie. Takie były realia, nie było w Polsce fitness klubów w ogóle. Gdy w końcu się pojawiły, ja już byłem po za grupą docelową. 

Teraz do odwiedzenia fitness klubu zachęcił mnie mój brat, który posiada member card sieci McFIT. Do tego skusiła mnie również możliwość wejścia do klubu bezpłatnie, na próbny trening. Taką możliwość otrzymujemy po szybkim wyrobieniu karty, która uprawnia nas do dwóch próbnych treningów w ciągu 7 dni, przy czym czas spędzony w klubie nie jest w żaden sposób limitowany. Tak więc, jeśli tylko dacie radę, możecie spędzić bezpłatnie w McFicie dwa pełne dni.

Member Card McFIT


Po wejściu do klubu dało się odczuć atmosferę tam panującą. Wiecie, tak samo gdy wchodzimy na kryty basen. Unikalny klimat tego miejsca. Bardzo sympatyczna dziewczyna na recepcji poprosiła o wypełnienie kilku danych na ekranie monitora, po czym zrobiła zdjęcie i wręczyła spersonalizowaną kartę uprawniającą do wejścia. Po szybkim przebraniu się i schowaniu ubrań w zamykanej na kartę szafce, udaliśmy się na krótkie zwiedzanie klubu. Rozpoczęliśmy od wagi. Chciałem ustalić z jakiego poziomu przychodzi mi zaczynać. I to była niestety najsmutniejsza chwila tego wieczoru. Waga pokazała 100 kg. Chociaż nie dam sobie ręki uciąć czy czasem nie była popsuta... 

po obiedzie byłem....

Musze się przyznać, że przy wielu z urządzeń tam stojących musiałem się mocno nakombinować do czego one mogą służyć? :) Podobnie  z nazwami ćwiczeń i planów treningowych na które się natknąłem: Pump 'n Shape, Kettlebell Tabata, Fatburner Step - tu akurat się domyśliłem, że to coś ma spalać tłuszcz. No i BODY. Tego to akurat było mnóstwo: BODYSHAPE, BODY SHAPING, FULL BODY WORKOUT, BODY FIGHT, HIT BODY WORKOUT....  Całkiem inny świat. 
No dobra, wiedząc że nie ma co się rzucać na wszyskie maszyny bez umiaru, bo na drugi dzień można nie wstać z łóżka, bezpiecznie rozpocząłem od rowerka. W sumie to nawet nie wiem jak to się nazywało bo co prawda pedałowałem, ale siedząc bardziej jak w samochodzie a nie na rowerze :)  No ale walnąłem na tym przyrządzie 12 km w 30 minut i spaliłem chyba 300 kalorii. Trochę się zgrzałem bo temperatura panująca w klubie sprzyja porządnemu się wypoceniu. Potem przyszedł czas na kolejne przyrządy. Nie wiem czemu, ale jedna z maszyn, gdy już w końcu się w nią wgramoliłem, przypomniała mi film "Piła"... Tylko czekałem, aż zacznie się gdzieś wyświetlać zegar z upływającym czasem i usłyszę głos Jigsawa... 

Maszyna rodem z filmu "Piła"...


Najgorzej

Swój pobyt w McFicie zakończyłem na bieżni, i to był mój absolutny debiut na tym urządzeniu. Spędziłem na bieżni ponad godzinę i już mogę powiedzieć, że raczej się nie zaprzyjaźnimy. O ile szybki spacer jeszcze jestem w stanie przeżyć, o tyle bieganie po przesuwającej się taśmie to już za duży hardcore. Czułem się trochę jak chomik w kółku... Jednak pobawiłem się spacerując przez godzinkę, a to przyśpieszając, a to zwalniając, czasem podnosząc nachylenie bieżni by stworzyć warunki do wchodzenia pod górę. Pomysłowe. Ale nie dla mnie. Pokonałem ponad 6 km i spaliłem 550 kalorii. Gdy zatrzymałem maszynę i zszedłem na podłogę, to czułem jakbym nie miał nóg! Znacie to uczucie gdy zsiadacie z roweru po długiej jeździe gdy długo nie używaliście roweru? No to ja miełm takie uczucie x 3 :) Czułem się, jakby moja góra szła do przodu, ale nogi dalej zasuwały na bieżni! Nie wiem jak udało mi się utrzymać równowagę i nie wyrżnąłem jak długi. 
To był jednak bardzo fajny wieczór. Świetny klub, duża różnorodność przyrządów oznacza, że każdy znajdzie coś dla siebie, brak limitu czasu powoduje, że nie musimy się nigdzie śpieszyć. Szczerze polecam i żałuję, że do takiego miejsca trafiłem dopiero teraz.








Czterdziestoletni prawiczek. W fitness klubie Czterdziestoletni prawiczek. W fitness klubie Reviewed by Grzegorz Dulnik on 1/27/2015 Rating: 5

3 komentarze:

  1. Brawo Ty! :) I choć tytuł przewrotny, to wcale nie jest z Ciebie taki świeżak ;) Sama muszę się kiedyś wybrać, bo kusi ilością sprzętów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. to mówisz że można wejść na próbę... Namówiłeś mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Całkiem niezły ten fitness klub.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za komentarz! :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.