Jestem na Facebooku

Nie poganiaj mnie bo tracę oddech



„Nie poganiaj mnie bo tracę oddech, nie poganiaj mnie bo gubię rytm..” słowa piosenki Maanamu towarzyszyły mi w niedzielę na trasie III Kieleckiej Dychy od początku do samego końca tego biegu. Koniec końców w moim biegowym debiucie na kieleckiej ziemi zająłem ostatnie miejsce :) Katastrofa? Dla niektórych być może tak, ale dla mnie niekoniecznie. 


Wczoraj usłyszałem takie fajne słowa: „każdy ma do rozwalenia inną konstrukcję, Ty dziś swoją rozwaliłeś”. Spodobała mi się ta myśl, gdyż jednym zdaniem opisuje to, co w bieganiu jest najważniejsze. Każdy z nas biega na innym poziomie i z różnych powodów, każdy z nas ma więc do osiągniecia różne cele (rozwalanie konstrukcji). I fakt, że swój cel osiągnąłeś, mimo że był on tak skrajnie daleki dla innych zawodników oznacza, że też tą swoją konstrukcję rozwaliłeś. Dla mnie celem na dziś jest stawienie się na starcie i ukończenie biegu. A lekko naprawdę nie było…

Było ciężko, jak dla mnie bardzo ciężko. Kielecki bieg na 10 km nie ma nic wspólnego z biegami ulicznymi na tym dystansie, które znamy. Moje pierwsze zdziwienie miało miejsce jeszcze przed startem, gdy dowiedziałem się, że Kielecka Dycha tak naprawdę liczy 10,7 km. Gdy byłem już na trasie nie mogłem uwierzyć, że muszę pokonać ten dystans biegnąc w tak ciężkim terenie. Co krok, to pod moimi stopami było inne podłoże! A to korzeń, a to kamień, kilka metrów głębokiego piachu a za chwilę błoto i kałuże. Podbiegi, koleiny i ciągłe wymuszone skręty kierunku biegu sprawiały, że dość szybko (nawet jak na mnie) opadłem z sił. Oczywiście zapisując się do tego biegu wiedziałem, że na bieganie po asfalcie nie mam co liczyć, ale takiego ciężkiego terenu się nie spodziewałem. Brałem już przecież udział choćby w Biegu Wisły czy w pierwszej edycji City Trail w Warszawie, gdzie też trasy były o charakterze przełajowym. Teraz wiem, że te warszawskie trasy były jak równy stół w porównaniu z Kielecką Dychą. 


jak ten las cudownie pachniał...




trasa była naprawdę ciężka


Początek bardzo fajny, startujemy na stadionie lekkoatletycznym i biegniemy tartanem. Po chwili biegniemy uliczką i chodnikiem, za moment już jesteśmy na leśnej ścieżce. To wszystko na pierwszych 500 metrach, potem było już tylko ciężej. Chociaż nie, do 5 km na trasie było jeszcze znośnie, ale o tym miałem się dopiero przekonać po pokonaniu połowy dystansu. Do 3 km biegło mi się strasznie ciężko, zatkało mnie bardzo i charczałem jak stary parowóz. Trochę się tym wystraszyłem, bo starałem się zacząć bieg naprawdę wolno, mając w pamięci moje dwa ostatnie starty, gdzie po zbyt szybkim początku odezwał się ból w piszczelach i ciężko mi było wtedy nawet iść. Teraz nie oglądałem się na innych zawodników, tylko biegłem swoim tempem. Tu się pochwalę za tą decyzję, bo nie wiem czy ukończyłbym te 10 km w takim terenie, gdyby piszczele bolały mnie tak jak ostatnio. Po 3 km oddech się jakoś uspokoił, a ja już się chyba przyzwyczaiłem do biegania po tak nierównym podłożu. Trzeba było naprawdę uważnie patrzeć pod nogi. Dwa razy stopa mi się podkręciła, za pierwszym razem lewa na jakimś kamieniu, a za drugim prawa wpadła w jakiś dołek przysypany liśćmi. Na szczęście bez konsekwencji. Do 5 km jeszcze walczyłem z kilkoma biegaczami aby nie zostać ostatnim zawodnikiem w stawce. Trzymałem się blisko 4-5 zawodników przede mną i obserwowałem z kim mogę powalczyć. Nadszedł 5 km i wszystkie moje taktyczne plany diabli wzięli.

od tego momentu było ciągle pod górkę


Minąłem znacznik 5 kilometra i przekonałem się, że do tej pory to była tylko rozgrzewka. O ile pierwsza połowa dystansu była lekko z górki, o tyle druga część biegu ciągle pod górę. Czasami nawet dość mocno pod górę… Najgorsze było chyba to, że na tych podbiegach zacząłem tracić z oczu zawodników biegnących przede mną. Na 6 km wiedziałem już, że resztę dystansu przebiegnę sam. W duchu obiecywałem sobie że to już ostatni mój bieg, że już więcej nie będę z siebie robił wariata. Trochę psycha siadła, nie powiem :) Ni stąd ni  z owąd, na 7 km usłyszałem pytanie: „ciężko jest?” Qrczę, jeden z organizatorów na rowerze górskim jechał trasą „zamykając” bieg. Tak jak w kolarstwie autobus z napisem „Koniec wyścigu”. Od tej chwili już do końca biegliśmy razem. Grzesiek (mój imiennik mi się trafił) zsiadł z roweru i dotrzymywał mi towarzystwa. Ja opowiadałem o sobie, on opowiadał o swoich początkach z bieganiem. Po chwili dołączyła do nas Iwona, jedna z wolontariuszek. Dzięki takiemu towarzystwu reszta dystansu minęła bardzo szybko i miło. Wbiegając na stadion dostałem specjalną zapowiedź spikera oraz owację jakiej nie dostałem jeszcze nigdy. I powiem Wam, że dla takich chwil to ja mogę cały czas ostatnie miejsca zajmować :)


 

Podsumowując. Debiutując w biegu III Kielecka Dycha zająłem ostatnie 595 miejsce pokonując 10 km i 700 metrów w czasie 01:21:39. Sam bieg bardzo fajny, gdybym miał lepszą formę to pewnie spodobałby mi się jeszcze bardziej. Pogoda była znakomita, a biegnąc samemu przez tak wspaniale pachnący las, można było się cieszyć z możliwości obcowania z przyrodą.

Cieszy fakt, że z roku na rok coraz więcej osób staje na starcie tej imprezy. A to oznacza, że czas już chyba opuścić leśne ścieżki i wyjść z Kielecką Dychą na ulice miasta. 


P.s Gratulacje dla Bartka i Agnieszki Kozłowskich za olbrzymią pracę jaką włożyli w organizację tej imprezy. Wielkie ukłony dla Was! 


 zadowolony przed biegiem

po biegu też zadowolony :)

RUN FOR FUN


Nie poganiaj mnie bo tracę oddech Nie poganiaj mnie bo tracę oddech Reviewed by Grzegorz Dulnik on 10/20/2014 Rating: 5

13 komentarzy:

  1. No panie Grzegorzu...szacuneczek!!! Nie lada wyzwanie, piękny dystans (dla mnie jeszcze wciąż obcy!), trudny teren a jakże piękny finisz :) GRATULUJĘ z całego serducha!!! Super relacja, aż żałuję, że mnie tam nie było! Najpiękniejsze są właśnie chwile, kiedy nie ścigamy się z nikim innym, ale z samym sobą :) Jestem pod wrażeniem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję pani Aniu za miłe słowa :) To co, widzimy się na kolejnej edycji City Trail?? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo proszę :) Co do City Trail, jeszcze nie wiem - dam znać kilka dni przed, o ile biodro me się nie zbuntuje ;)

      Usuń
  3. Serdecznie gratuluję !!!! Również biegłam i potwierdzam trasa nie była lekka - natomiast słowa „każdy ma do rozwalenia inną konstrukcję, Ty dziś swoją rozwaliłeś” zapamiętam do końca życia ;) Życzę powodzenia w dalszym dążeniu do celu i do zobaczenia za rok na tej samej trasie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, mam rachunki do wyrównania z tą trasą, więc za rok na pewno stawię się na starcie :) Pozdrawiam i do zobaczenia!! :)

      Usuń
  4. Gratuluję Serdecznie:)Również biegłam, tylko że ja pod względem organizacyjnym jestem rozczarowana, dużo pomyłek przy klasyfikowaniu zawodników, pewnie nie jest to do końca wina organizatorów tylko samych zawodników że nie biegają ze swoimi chipami tylko np. z chipami żon, koleżanek ale taka sytuacja powoduje zamieszanie przy końcowym rezultacie, o ile przy zajmowaniu dalszych miejsc nie ma to znaczenia o tyle w strefie medalowej ma i to duże.Pozdrawiam i życzę wytrwałości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :) Zgadza się, 50 osób było ie sklsyfikowanych w ogóle. Niestety nie mam informacji, czy te osoby po prostu nie pojawiły się na starcie, zgubiły chipa czy coś zupełnie innego. Raczej nie zauważyłem aby ktoś zszedł z trasy. A i owszem, przy dalszych miejscach też ma znaczenie, ja bym się np; bardzo ucieszył gdyby się okazało, że ktoś nie dał rady i zszedł z trasy, w związku z czym nie jestem ostatni :) :) :) Powodzenia i do zobaczenia na trasach :)

      Usuń
    2. https://www.facebook.com/BBMKielce?fref=ts

      Pani anonimowa, proszę się nie wypowiadać w temacie, o którym nie ma Pani pojęcia. Klasyfikację ma Pani pod linkiem, przeprosiny Organizatora za zamieszanie również. Zamieszanie wprowadziła firma mierząca czas.

      Usuń
    3. Anonimowy nie mam zwyczaju wypowiadać się na temat o którym nie mam pojęcia, ale niestety sprawa dotyczyła i mnie i mojego kolegi, więc wiedziałam o czym piszę, zresztą sama pisałam do organizatorów o wyjaśnienie w swojej sprawie.Na drugi raz to Ty nie wypowiadaj się jeśli nie wiesz o co chodzi.Pozdrawiam

      Usuń
  5. I co, nie widzieliśmy się? :(

    OdpowiedzUsuń
  6. A to ja miałem być ostatni :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i co się stało?! :) Bo nie widziałem żeby ktoś ze mną o to zaszczytne miejsce walczył :)

      Usuń

Dzięki za komentarz! :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.