Jestem na Facebooku

Dogonić Yareda Shegumo. Bieg na Piątkę

Dziś w Warszawie wielkie święto biegania. Frekwencja pokazała, że bardzo dobrym pomysłem było zorganizowanie Biegu na Piątkę przy okazji 36. PZU Maratonu Warszawskiego. Dodatkowym magnesem, którym przyciągał ludzi do startu w tych zawodach był udział w biegu Yareda Shegumo, wicemistrza Europy w Maratonie. Możliwość startu z zawodnikiem takiego formatu nie zdarza się często. Bieg na Piątkę zaplanowany był na 9:30, a więc pół godziny po starcie maratończyków. Rano o 8:00 wspólna fotka z przyjaciółmi z Rembertów Team przed Stafionem Narodowym, krótkie rozmowy, plany na start. Bardzo lubię tą atmosferę przed zawodami, wszyscy weseli, podekscytowani zbliżającym się biegiem.


Rembertów Team przed startem w 36. PZU Maratonie Warszawskim i Biegu na Piątkę


Już z daleka widać było kolorowy tłum zmierzający na Stadion Narodowy. Sprawnie i szybko odnaleziona przebieralnia i depozyt, a potem odprowadziłem brata na start do Jego piątego już maratonu. 

Adam i Grzegorz   #dulnikibiegajo



Z korony Stadionu Narodowego obserwowałem start maratonu i muszę przyznać, że tyle osób na moście Poniatowskiego robiło wrażenie. W międzyczasie ostatnie zdjęcie przed startem. Pełni werwy i zapału.

Bieganie sprawia, że latamy!! :)

Most dość szybko opustoszał i miejsce maratończyków zajęli zawodnicy startujący w Biegu na Piątkę. Zupełnie nie wiem jak w tym tłumie udało nam się spotkać z Dorotką, ale dzięki temu to był nasz kolejny wspólny start do biegu. Fajnie jest w takich chwilach mieć przy sobie kogoś znajomego :) 



Start. Jak nigdy wcześniej, udało mi się ruszyć w takim tempie, aby się nie "ugotować" na pierwszym kilometrze. Biegło mi się bardzo dobrze, nie próbowałem się ścigać z szybszymi od siebie. Widać, że każdy kolejny udział w takich biegach przynosi pewne doświadczenia :) Gdy byłem może w połowie mostu Poniatowskiego, po jakimś 1,5 kilometrze... minął mnie Yared Shegumo. Sęk w tym, że On już biegł po nawrocie drugą stroną ulicy.... A szybkość z jaką biegł wydała mi się absurdalnie duża! Szczerze mówiąc, coś takiego widziałem pierwszy raz w życiu. 
U mnie za to zaczął się problem z bólem piszczeli. Qrczę, czasem tak mam i nie wiem dlaczego. Potrzebuję wtedy usiąść na 5 minut i dać odpocząć nogom, a wtedy mogę dalej pokonywać kilometry już bez bólu. O ile na treningu jeszcze można to zrobić, o tyle podczas biegu w zawodach raczej jest to mało wykonalne :) Próbowałem przejść do marszu, może przejdzie? Okazało się, że wtedy jest jeszcze gorzej. Na dodatek dostałem motywacyjną zjebkę od jednego z kibiców: "Grzesiek, nie po to zamykaliśmy Warszawę żebyś teraz sobie spacerował zamiast biec!". Pierwszy raz biegłem z numerem startowym, na którym było moje imię, więc gdy usłyszałem jak ktoś zwraca się do mnie po imieniu wprawiło mnie w małe osłupienie :) Ale też zmotywowało na tyle, że na długi czas zapomniałem o maszerowaniu. Drugi raz zacząłem maszerować już po 4 kilometrze. Pomyślałem, że nie dam rady dociągnąć do mety a chciałbym tam wbiec, a nie wmaszerować. Postanowiłem więc odpocząć trochę. Nie na długo, bo przebiegająca dziewczyna rzuciła krótkie: "Nie idź, tylko biegnij!". Co oni mnie dzisiaj tak gonią?! Za chwilę pogoniło mnie również Endomondo, bo podało czas i z szybkich obliczeń wyszło, ze jest szansa na dobry wynik. Może nie życiówkę, ale jeden z lepszych wyników w krótkiej historii moich startów. Dodatkowego kopa dodał mi widok bramy Stadionu Narodowego. Zasuwałem ( jak na mnie ) żeby jak najszybciej znaleźć się na stadionie. I przyznam, że finisz na Stadionie Narodowym to jest naprawdę coś wielkiego i wartego przeżycia. Nawet, gdy nie walczy się o miejsce na podium, i gdy nie przebiegło się maratonu. Finisz na Narodowym to wspaniała nagroda za pot wylany na treningach, za te chwile gdy się nie chce, a jednak idzie się biegać. 

Za linią Mety

Za metą medal, woda i izotonik. Szybko i sprawnie. Depozyt i przebieranie, gdzie spotkaliśmy się ponownie. Wymiana wrażeń, czasów. Wyszło na to, że chyba wszyscy byli bardzo zadowoleni. Prawie wszyscy uzyskali bardzo dobre wyniki, sporo osób poprawiło życiówki. Tak sobie myślę, że gdyby nie moje piszczele to też była szansa poprawić rekord. Dzisiaj mój czas to 00:34:03 i jest lepszy o 1,5 minuty od wcześniejszych startów w biegach ulicznych na 5 km. Jednak jest radość z samego biegu, z tego że mimo wszystko poszedł lżej niż moje wcześniejsze starty, nie zatykało mnie już tak :) Run For Fun!

Po przebraniu się niespodzianka,  posiłek regeneracyjny. Zupka o bliżej nieokreślonej nazwie, ale była bardzo dobra. Serio :)

Pyyycha zupka :)
 Potem jeszcze spotkanie z Wiolą z FiolkaBiega - biegowy lifestyle oraz Michałem. Spotkania z Wiolą mają to do siebie, że zawsze są fotki :) Uwielbiam :)


Ładne medale??

Tak zasuwaliśmy!!

W skrócie. Świetny dzień, fantastyczna impreza. O organizacji nie napisałem ani słowa z tego względu, że była chyba perfekcyjna. Przynajmniej ja nie zauważyłem nic, do czego można by się przyczepić. Wszędzie stewardzi informujący gdzie, co i jak. Duże słowa uznania dla wolontariuszy, miłych, uprzejmych i starających się jak najlepiej wykonać swoją pracę. Taka sytuacja: idę do depozytu, chłopak już daleka odczytał mój numer na koszulce i worek czekał na mnie zanim dobrze nie podszedłem do barierki. Wielkie podziękowania i gratulacje.

i niech ktoś powie że bieganie nie czyni szczęśliwym :)








Dogonić Yareda Shegumo. Bieg na Piątkę Dogonić Yareda Shegumo. Bieg na Piątkę Reviewed by Grzegorz Dulnik on 9/28/2014 Rating: 5

Brak komentarzy:

Dzięki za komentarz! :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.