Jestem na Facebooku

Bieg Wisły i Skaryszewska 9 czyli biegi inne niż wszystkie



Na ten weekend zaplanowałem sobie dwa starty w biegach, na 10 km i 9 km. Nie dość, że po raz pierwszy porwałem się na dychę, to jeszcze przyszło mi dwa dni z rzędu zmagać się z podobnym dystansem. Dla porównania tylko napiszę, że prawie 20 kilometrów które miałem pokonać w ciągu dwóch dni, do tej pory pokonywałem w ok. dwa tygodnie. Ale przecież chodzi o to, żeby sobie podnosić poprzeczkę a nie opuszczać, prawda? :) No to jedziemy. Na sobotę o 10:30 zaplanowałem start w Biegu Wisły. Od razu muszę powiedzieć, że organizatorzy nie rozpieszczali uczestników nadmiarem informacji… Na stronie internetowej ostatni news z maja, niewiele lepiej jeśli chodzi o Facebooka. Sporo kłopotów sprawiło mi zlokalizowanie startu biegu. Organizatorzy podali jedynie informację, że start odbędzie się na 517 kilometrze Wisły… 


Cóż, nie każdy jest zapalonym wędkarzem, nie ma znajomych w policji rzecznej a i GPS prędzej wskaże drogę do Koziej Wólki niż 517 kilometr Wisły. Sytuację trochę ratowała mapka wyrysowana w Google Maps, i po niej mniej więcej udało się określić przybliżony teren startu. O 8:30  umówiłem się z Dorotką, koleżanką z którą miałem już przyjemność biegać treningowo i wspólnie wyruszyliśmy szukać biegu. Oczywiście, jak to w takich przypadkach bywa, wysiedliśmy kilka przystanków za wcześnie i na piechotę, zanim dotarliśmy na start, pokonaliśmy sporo ponad 5 km w coraz mocniej grzejącym słońcu. Sprawnie odebraliśmy numer startowy i zdaliśmy depozyt. W tym czasie dołączyli do nas moi dwaj bracia oraz Ania z Rembertów Team. Tu trzeba chwilę się zatrzymać, bowiem jak mawiał klasyk: nadejszła wiekopomna chwila. Mianowicie po raz pierwszy na starcie biegu stanęliśmy wszyscy trzej bracia. Pierwszy, kilka lat temu zaczął biegać Marcin, potem dołączył do niego Adam a od maja szuram ja. Jednak dopiero teraz spotkaliśmy się wszyscy na jednym biegu.

Historyczna chwila, wszyscy trzej na starcie.  #dulnikibiegajo



Wystrzał startera i bieg ruszył. Z początku po wale przeciwpowodziowym a potem po szutrowej drodze. Przez kilometr biegłem wspólnie z Dorotką, jednak wiedząc że niedługo zaczną się moje kłopoty, ładnie podziękowałem i puściłem dziewczynę przodem. Bieg Wisły jest imprezą totalnie bez napinki, a tym samym bez pomiaru czasu. Na mecie jedynie główny zegar odmierza przybliżony czas. Sam bieg jest o tyle nietypowy, że biegnie się praktycznie na każdym podłożu. Jest więc trawiasty odcinek, było trochę asfaltu, trochę żwiru i piachu a nawet wąski drewniany pomost na rzece. Mnóstwo zakrętów, trochę podbiegów i zbiegów. Trasa na pewno nie jest nudna i przypominająca bieg przełajowy. Jedyną przeszkodą była dość wysoka temperatura, jednak spora ilość drzew skutecznie chroniła przed słońcem. Tradycyjnie bieg ukończyłem pod koniec stawki.


Gdy dobiegałem do mety, kilka osób już wracało z medalami na szyi. Próbowali mnie zachęcać i motywować do ostatniego wysiłku, jeden z nich powiedział, że do mety zostało jeszcze 200 metrów, gdy przebiegłem jakieś 500 metrów od kolejnego wracającego znów usłyszałem, że zostało mi jeszcze tylko 200 metrów, po kolejnych kilkuset metrach usłyszałem magiczne „ostatnie 200 metrów” i…. to było faktycznie ostatnie 200 metrów.  Według Endomondo pokonanie 10 km zajęło mi 1:12:53. Potem medal, wspólne zdjęcie i obowiązkowe nawadnianie w pobliskiej knajpce. 

 
Od lewej: Marcin, Dorotka, Ja, Adam, Ania

 
Dawaj! To już ostatnie 200 metrów!! No dobra.... kilometr :)


 
Medal Biegu Wisły


Skaryszewska 9


Na niedzielę zaplanowałem start w pierwszej edycji kameralnego biegu po parku Skaryszewskim. Udział w tych zawodach zaplanowała również Ania z Rembertów Team i dzięki temu miałem bardzo miłe i urocze towarzystwo. Na miejscu poznaliśmy również Wiolę, z bloga: FiolkaBiega-biegowy-lifestyle.

Organizatorzy zaplanowali start na godz. 9:00 więc trzeba było wstać wcześnie rano. Do biegu zapisało się 200 osób,  rejestracja w biurze zawodów i odbiór pakietu poszedł szybko i sprawnie. Sam bieg składał się z 5 okrążeń asfaltowymi alejkami parku, po 1800 metrów każde. Nie czułem praktycznie żadnego zmęczenia po wczorajszych 10 kilometrach więc byłem dobrej myśli. Krótka odprawa i biegniemy. Ania wystrzeliła do przodu, a ja swoim tempem przesuwałem się ku tyłowi stawki… Po kilkuset metrach zacząłem jednak odczuwać w nogach wczorajszy Bieg Wisły, po kilometrze zacząłem już iść, ale nawet marsz przychodził mi z trudem. Jeszcze nim ukończyłem pierwsze okrążenie zaczęli mnie dublować zawodnicy walczący o zwycięstwo. Nienawidzę takich sytuacji i między innymi dlatego nigdy nie polubię biegów składających się z kilku okrążeń.  Skupiłem się na tym, aby nie ukończyć biegu na ostatnim miejscu. Było ciężko, jednak ostatecznie się udało. 9 km w czasie 1:05:36 chluby nie przynosi, jednak ja się cieszę, że dałem radę w ogóle pokonać taki dystans w dwa dni pod rząd. No i zabawa była przednia! Wielkie brawa dla organizatorów bo spisali się na medal. Jak na taki mały bieg było super. Wystarczył mały stolik, zgrzewka wody i trochę plastikowych kubków by stworzyć strefę nawadniania. Po każdym okrążeniu, czyli co 1800 metrów można było się napić wody! Mała rzecz a cieszy. Na trasie w parku spotkałem chyba ze 20 wiewiórek, przed jedną musiałem się zatrzymać bo biedaczka chciała przejść na drugą stronę alejki, a przez ciągle biegnących ludzi nie bardzo miała jak. Po biegu odbyło się losowanie naprawdę sporej ilości nagród ufundowanych przez sponsorów. Można było wygrać książki o bieganiu, vouchery na taksówkę, zaproszenia na masaże, 5kg pojemniki soli do kąpieli i regeneracji, zestawy kosmetyków od Rexony, zestawy butów do biegania i koszulki technicznej od Reeboka i wiele innych fajnych nagród. Ja miałem szczęście i wylosowałem książkę „Maraton. Trening metodą Gallowaya”. Jeśli to jakiś znak, to naprawdę mało śmieszny….

Lubię takie nietypowe medale

 
Pakiet Startowy

Nigdy nie wróciłem z biegu taki obładowany :)



Bieg Wisły i Skaryszewska 9 czyli biegi inne niż wszystkie Bieg Wisły i Skaryszewska 9 czyli biegi inne niż wszystkie Reviewed by Grzegorz Dulnik on 9/14/2014 Rating: 5

3 komentarze:

  1. Brawo za upór i determinację w docieraniu do (celu) mety! Świetna relacja! Tak nie biega kapeć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawo! Jesteś niesamowity. Nieważny czas, ważne że się wystartowało i dobiegło! Nie poddało! I te 19km w dwa dni. BRAWO BRAWO! :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za komentarz! :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.