Jestem na Facebooku

Wiosna. Nowe życie i nowe nadzieje.


Zima była fantastyczna, z punktu widzenia biegacza oczywiście. Śniegu jak na lekarstwo, temperatury od 0 do nawet +10 stopni. Nie powiem, właśnie to mnie zdopingowało do ponownego podjęcia wysiłków. Żal było po prostu zmarnować te kilka miesięcy gdy można było ruszyć tyłek i wyjść na trening. Pogoda nie dostarczała powodów do wymówek. Zacząłem tradycyjnie, od chodzenia po kilka a potem kilkanaście kilometrów. Ponieważ zima to jednak zawsze zima i ubrać się trzeba ciepło, to z tego powodu łatwiej mi było wypocić kilka kilogramów. Szybko zjechałem ze 100 kg do 95 kg i znów...STOP. Widać ten typ tak ma. Patrzyłem jednak w kalendarz i cieszyłem się że dzięki treningom w zimie będę kilka miesięcy "do przodu" jeśli chodzi o wagę. Przyszła wiosna a ja wciąż tkwiłem na 95 kilogramach. Zacząłem lekkie truchtanie, z początku po 100 - 200 metrów i marsz. 500 metrów i marsz. 1 km i marsz. Waga stoi. Przyznam się szczerze że nie mam cierpliwości ani silnej woli do przestrzegania diet więc żadnej nie stosowałem i nie stosuję. Pewnie, nie objadam się już tak, że nie mogę się później ruszyć, ale żeby cały dzień na zielonym...?? Zdecydowanie zamiast katować się sałatą wolę katować się na treningu. W końcu człowiekowi też się coś od życia należy! 

Fot. internet

Na treningach, co 2 -3 dni robiłem 5 km marszobiegów starając się wydłużać dystans biegu a skracać dystans chodu. Na początku czerwca pierwszy raz przebiegłem za jednym zamachem 2,5 kilometra. Nawet nie wiecie jak takie małe sukcesy motywują człowieka do dalszej pracy! Pod koniec miesiąca, po raz pierwszy chyba w życiu przebiegłem 5 kilometrów. PRZEBIEGŁEM! Do domu z treningu wróciłem w podskokach :) Można? Można! Oczywiście nie co dzień jest niedziela, więc nie znaczy to że później już zawsze na treningach przebiegałem 5 km. Czasem 2,5 km a czasem 4 km udało się przebiec, reszta szybkim marszem. Coraz szybciej i szybciej, aż zszedłem z czasem do 33:16 na 5 km. Powiecie pewnie że to żaden wyczyn i powód do chwały. Być może. Ale ten czas pozwalał mi już myśleć nad kolejnym krokiem w mojej przygodzie z bieganiem. Zacząłem się rozglądać i na poważnie myśleć nad udziałem w biegu ulicznym na 5 km. Czas wyjść z tym swoim truchtaniem do ludzi.


  
Wiosna. Nowe życie i nowe nadzieje. Wiosna. Nowe życie i nowe nadzieje. Reviewed by Grzegorz Dulnik on 7/27/2014 Rating: 5

Brak komentarzy:

Dzięki za komentarz! :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.